Aktualności


Pierwsze regaty za nami...

17 czerwca 2009

Tegoroczne regaty o Puchar Prezydenta Miasta Gdańska zainaugurowały cykl regat Pucharu Zatoki Gdańskiej 2009. Po zeszłorocznych regatach o ten sam puchar, kiedy wiatr nie wypuścił uczestników na morze, organizator - Jachtklub Stoczni Gdańskiej - przeniósł regaty z terminu sierpniowego na czerwcowy. Nie wiadomo, czy nie doceniono wpływu pechowej „trzynastki” (zeszło- i tegoroczne regaty też startowały 13-nastego), czy też silne wiatry szczególnie upodobały sobie Puchar Prezydenta, jedno jest pewne - wiało silnie, chwilami do 6°B pierwszego dnia, drugiego dnia przekraczając tę wartość w szkwałach.


Pierwszego dnia regat, w sobotę dla silniejszego efektu było pochmurno, dżdżyście i zimno – aura była bardziej październikowa niż czerwcowa. Żadnej z przybyłych na start 16 załóg trudne warunki nie zniechęciły, zaś o tych, którzy mieli być, a nie byli, ani słowa więcej.


Start do pierwszego wyścigu miał miejsce na Wiśle Śmiałej z metą przy boi GW. Znakiem nawietrznym była boja P18 przy falochronie Portu Północnego, co miało swoje reperkusje, ale o nich w podsumowaniu. Od samego startu ukształtowała się czołówka, którą prowadził „Duży Ptak”, za nim „Polled” i „Major” walczący z „Agatą 8”. W tej kolejności jachty te minęły metę I wyścigu.

Start do drugiego wyścigu na trasie ze startu z rejonu boi GW, poprzez molo w Sopocie z metą pod molem w Brzeźnie był przez sędziego opóźniany z uwagi płynący torem wodnym do Portu Północnego spory masowiec. Opóźnienie startu okazało się być zbyt małe i większość jachtów została zatrzymana na około 10 min, oczekując na zwolnienie toru wodnego. Tylko „Duży Ptak” i „Agata 8” zdążyły przed statkiem, zyskując tym sporą przewagę, która kapitana portu i organizatora kosztowała sporo nerwów. Po minięciu Portu Północnego szybkość wiatru regularnie rosła, a po podejściu do znaku przy molo w Sopocie wiatr stał się bardzo nierówny, szkwalisty. Odcinek trasy od Sopotu na metę w Brzeźnie jachty pokonywały płynąc baksztagiem, a te niosące genakery osiągały szybkości ślizgowe.

W odległości około 0,5 Mm przed metą na „Majorze” takielunek nie wytrzymał obciążeń i genaker „odfrunął” w szkwale wraz ze złamaną częścią masztu.

Wyścig jako pierwszy ukończył „Duży Ptak”, przed „Agatą 8” i „Polledem”. Na wieczorne rozmowy załóg i nocny postój jachty weszły do gościnnej jak zwykle Mariny Gdańsk. W Marinie rozdano nagrody trzem pierwszym załogom w drugim wyścigu, noszącym nazwę Prezydenckiego.

Po przeliczeniu czasu rzeczywistego z zastosowaniem formuły KWR I miejsce zdobyła „Agata 8” prowadzona przez Huberta Cieślaka, II miejsce „Duży Ptak” z Krzysiem Paulem i III miejsce „Rioja” z rodziną Stawskich na pokładzie, dowodzona przez Dorotkę. Piszący te słowa nie miał szczęścia brać udziału w tych uroczystościach, albowiem zajmował się poranionym „Majorem”.

Drugi dzień regat powitał słoneczkiem stojące w Marinie Gdańsk jachty. Było ślicznie, tylko gwałtowne porywy wiatru, zupełnie niezgodne z prognozą, dawały do myślenia. Jachty ruszyły na start w samo południe pod molo w Brzeźnie. Im było bliżej do wyjścia z Nowego Portu, tym bardziej gasła ostatnia nadzieja na przyjemną żeglugę. Wiało min. 6°B i do tego te szkwały, a pod brzegiem zmiany wiatru sięgały 20-30°. Po starcie niecałe 0,5 Mm żeglugi na wiatr do górnego znaku ustawionego 100 m od mola i prosto na metę w Górkach Zachodnich przy przystani Jachtklubu Stoczni Gdańskiej.

Była jazda. „Duży Ptak”, który znowu objął prowadzenie, na chwilę postawił spinakera i szybko go zrzucił, a mimo tego droga na metę zajęła mu zaledwie parę minut ponad godzinę. Drugi przypłynął mahoniowy „Orion” przed trzecim „Polledem”.  W tym miejscu należy dodać, że wysokie miejsce „Oriona” nie powinno dziwić, w tym wyścigu decydowała długość linii wodnej, a tej „Orionowi” nie brak.

Trudne warunki tego wyścigu wyeliminowały z walki o zwycięstwo, być może w całych regatach, bardzo szybko żeglującą „Agatę 8”. Już pod molem w Brzeźnie złamała maszt. Wycofał się też, jeszcze przed startem „Hajduczek”, najmniejszy z uczestniczących jachtów, którego dzielna załoga słusznie oceniając swe możliwości w rywalizacji regatowej dopłynęła jednak do portu regat w Górkach Zachodnich i była ze wszystkimi załogami, aż do końca regat.





W podsumowaniu regat należy chwilę uwagi poświęcić różnicom w pojmowaniu bezpieczeństwa żeglugi przez żeglarzy i administrację morską. Fakt pojawienia się, żeglujących w I wyścigu jachtów na torze wodnym Portu Północnego spotkał się z bardzo ostrą reakcją ze strony kapitana portu. Jedna z kilku motorówek asystujących wyjściu statku wykonywała groźne manewry wokół jachtów pozostających w pobliżu toru wodnego. Te wyczyny były bardziej niebezpieczne dla jachtów, od znajdującego się w znacznej odległości statku.

Ktoś kiedyś powiedział, że nadgorliwość jest gorsza od faszyzmu, a ktoś inny stwierdził, że nasz osobisty pogląd na motywy postępowania innych osób warunkowany jest naszym sposobem reagowania na dotykające nas zdarzenia. Przyznając, że kilku naszych kolegów nie wykazało się asertywnością wkraczając nierozważnie na święte wody toru wodnego, wyrażamy zadziwienie dla poziomu objawionej wobec jachtów agresji. Skojarzenie motorówki portowej z pianą pod dziobem, pędzącej na jacht, z brytanem rzucającym się na wszystko, co porusza się w zasięgu jego podwórka, wydaje się być bardzo stosowne. Zadziwiające, jak rozkaz uwalnia od samodzielnego myślenia. Rozkaz wydany w odniesieniu do ludzi potrafiących zadbać o swoje bezpieczeństwo. Rozkaz wydany w trosce o podniesienia bezpieczeństwa, wykonany w sposób niebezpieczeństwo zwiększający. Nie życzymy sobie tak realizowanej troski.

Znacznie bardziej wolimy troskę przejawioną w czasie tych regat przez dyskretnie nam towarzyszące w oddali motorówki Policji, Straży Miejskiej i Straży Granicznej. Szkoda tylko, że tym razem nie mogły one być razem z nami tak, jak bywało to w latach poprzednich. Rozumiemy powody. Dziękujemy za towarzyszenie.

Teraz o poziomie organizacyjnym. Trudno jest oceniać własne działania, ale trochę autoreklamy nikomu nie zaszkodziło. Opierając się na wielu pozytywnych wypowiedziach można stwierdzić, że organizator stanął na wysokości zadania, a na pewno nie żałował sił i środków. Nie stwierdzono, aby komukolwiek czegoś zabrakło, w tym zarówno chleba powszedniego, jak również nagród i przyjemności. Wszystkim spodobała się filmowa relacja z regat wykonana „na żywo” przez nieocenionego Władka Cebulę i zapowiedź jej późniejszej dystrybucji. Na zakończeniu stawił się w komplecie nowy zarząd Jachtklubu Stoczni Gdańskiej z komandorem Jerzy Czarniawskim. Prezydenta Gdańska reprezentował Andrzej Radomski, a komendanta Morskiego Oddziału Straży Granicznej - Adam Czystowski (stopnia niestety nie ustaliłem). Mnie natomiast cieszy najbardziej, że Krzysiu Paul znowu się uśmiecha, choć na podium nadal jest poważny.

Dziękując wszystkim za udział oraz gratulując uczestnikom hartu ducha okazanego w tych niełatwych regatach, a Dorotce zwycięstwa, oświadczam „badaczom pisma”, że pierwsze wnioski w odniesieniu do formuły KWR 2009 już się rodzą.

Do zobaczenia na regatach o Puchar Mariny Gdańsk. To już w najbliższy weekend.

sternik s/y Major

PS
Oczekiwanie na oficjalne dokumenty bywa denerwujące. Z tego też powodu zamieszczone zostają wyniki nieoficjalne, która staną się oficjalnymi po uzyskaniu akceptacji sędziego regat.